Klientka prowadzi salon SPA w średniej wielkości mieście. Przez dwa lata używała Booksy. Płaciła prowizje, ufała platformie i czekała, aż klienci sami wrócą. Ale wracali zawsze przez Booksy. I tu zaczął się problem.
Booksy nie był zły. Po prostu uczył klientów lojalności wobec siebie, a nie wobec salonu. Klient wpisywał „masaż Wrocław” i dostawał trzydzieści wyników. Twój salon był jednym z nich. I bez różnicy.
function getAvailableSlots(date, serviceId) {
const service = services.find(s => s.id === serviceId);
const dayBookings = bookings.filter(b => isSameDay(b.date, date));
return generateTimeSlots(date, service.duration)
.filter(slot => !overlapsWith(slot, dayBookings))
.filter(slot => isWithinWorkingHours(slot, date));
}Roczna oszczędność na prowizjach Booksy: około osiemnaście tysięcy złotych. Koszt wdrożenia systemu: 9800 zł plus retainer 350 zł miesięcznie. ROI wyszło w siódmym miesiącu. A klientka dostała coś ważniejszego od liczb: kontrolę nad relacją z klientką, której nie da się odzyskać raz oddanej platformie.
Dwie rzeczy zaskoczyły ją po wdrożeniu. Pierwsza: klientki zaczęły dzwonić same z pytaniem o kolejne zabiegi. Wcześniej tego nie było. Tylko po prostu wybierały „coś tam, byle szybciej”, a teraz wracały do tej samej specjalistki. I drugie: kalendarz wypełniał się dwa tygodnie do przodu, czego Booksy nie potrafił zorganizować.
Ale najciekawsze pojawiło się w trzecim miesiącu. Klientki zaczęły kupować bony na święta i urodziny. To była zupełnie nowa linia przychodu, której platforma w ogóle nie wspierała. I tylko z bonów w pierwszym kwartale wpadło dodatkowe 7400 zł, czyli prawie pełna miesięczna pensja jednej specjalistki. Plus zupełnie nowy powód, żeby klientki same wracały i polecały salon znajomym.
Trzeci miesiąc był też tym, w którym ruszył newsletter. Lista zapisała się z formularza zaliczki, więc nie potrzebowaliśmy zgody na cold-mailing. Pierwsza wysyłka z propozycją zabiegu pielęgnacyjnego po lecie miała siedemnaście procent kliknięć i przyniosła czternaście rezerwacji w jeden weekend.
Nie sądziłam, że tak duża zmiana może wyniknąć ze „zwykłej strony”. Dziś klientki dziękują mi za to, że mają swój kalendarz w aplikacji salonu, a nie w jakiejś tam platformie.